Na pierwszy rzut oka ten pojazd przypomina hybrydę traktora z domowym off-roaderem. Wysoki prześwit, odsłonięte elementy mechaniczne i solidna rama od razu zdradzają utylitarny charakter projektu – powstał z myślą o funkcji, a nie o estetyce. Dlatego nie znajdziemy tu konwencjonalnej logiki motoryzacyjnej. Zamiast tego każdy element układu jest podyktowany jednym konkretnym zadaniem.
Charakteryzuje się wysokim prześwitem, otwartą ramą i minimalnym nadwoziem – wszystko po to, by wodować łodzie w miejscach o ekstremalnych amplitudach pływów.
Głównym technicznym curiosum jest nietypowy układ przeniesienia napędu. Z tyłu widać pionowy wał napędowy, a niebieska jednostka za fotelem to ciężka tylna oś wykorzystana jako przekładnia kątowa 90 stopni.
Taki układ wyjaśnia, dlaczego maszyna została zbudowana właśnie w ten sposób – powstała wokół łatwo dostępnych komponentów, a nie zgodnie z typową motoryzacyjną architekturą.
Podstawowo jest to wysoce specjalistyczny, zbudowany w domu pojazd, który rozwiązuje jeden bardzo konkretny problem – wodowanie łodzi bez odpowiedniego slipu. Z tego co widać, maszyna jest również dopuszczona do ruchu drogowego, co oznacza, że nie jest jedynie garażową ciekawostką, lecz naprawdę używanym sprzętem roboczym.
Właśnie w tym tkwi jej wartość: surowa, dziwaczna i ekstremalnie funkcjonalna konstrukcja, w której każdy element służy jednemu jasno określonemu celowi.
